Jest to bardzo ciekawy, zachwycający
film o dziewczynce posiadającej nadludzką inteligencję, Matyldzie. Była córką
pana Wormwooda - oszusta zajmującego się sprzedażą ”nowiutkich” samochodów i
pani Wormwood, która nie widziała nic oprócz czubka swojego nosa. Miała także niemiłego,
dokuczliwego brata Michaela.
Życie małej składało się głównie z
chodzenia do biblioteki i z czytania książek. Lecz w końcu Matylda poszła do
szkoły pani Trunchbull. Kobiety nie znającej litości, nie tylko dla dzieci.
Mówiła „weź kij i dzieci bij”. Film miał zdecydowanie komediowy charakter, ale
w tym filmie można było nie tylko się pośmiać, lecz także wzruszyć i
zdenerwować. Były momenty trzymające w napięciu, ale także pogodne.
Myślę, że film był bardzo ciekawy, a
aktorzy niesłychanie dobrze wcielali się, nie tylko w dobre radosne postacie,
ale też w złe i ostre. Przyjemnie
oglądało się tak dobrze zrobiony film.
Ponieważ obraz i słowo są tworzywem filmu, postanowiliśmy wykorzystać serię przypadkowych zdjęć, powycinanych z różnych gazet i stworzyć z nich opowieść. To były zdecydowanie jedne z najzabawniejszych zajęć.
Nie, gdzie tam, nie jesteśmy samotni. Ale nowy rok szkolny w Klubie Filmowym rozpoczęliśmy od rozmowy na temat samotności w filmie. I obejrzeliśmy film Piotra Szczepanowicza pod tytułem "Dróżnik" - świetną, krótkometrażową animację, w której nie pada ani jedno słowo, ale jest taka moc obrazu - koloru, dźwięku i lekko rozmazanej kreski, że natychmiast omówiliśmy temat i każdy z nas narysował komiks na podstawie własnego (jeszcze niezrealizowanego, ale kto wie?) filmu o samotności.
Zaczynamy rok szkolny "wycieczką klubową". Tym razem udaliśmy się do siedziby Telewizji Polskiej przy ulicy Woronicza w Warszawie. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy, to oszałamiająca architektura:
Po drugie - udało nam się (co prawda w przedziwnie ekspresowym tempie) zobaczyć od kuchnie telewizyjne studia, w których między innymi przygotowuje się programy "Jaka to melodia?" oraz "Pytanie na śniadanie". Ku naszemu zdumieniu okazała się, że studia są malutkie, ciemne i w niczym nie przypominają tych, które oglądamy na ekranach naszych domowych telewizorów.
Najciekawiej było chyba w telewizyjnym magazynie rzeczy wszelakich.
Fascynujący świat polskiej animacji. To była niezapomniana wyprawa w świat wyobraźni. Pani Fiołek łzy kręciły się ze wzruszenia, a dzieciaki na wyciągnięcie ręki miały arcydzieła rodzimej sztuki filmowej. Tu powstawał "Mis uszatek" i "Colargol", "przygody kota Filemona" i Zaczarowany ołówek". A z nowszych? Na przykład genialny "Piotruś i wilk". Polecamy wizytę w tym miejscu przy okazji pobytu w Łodzi.
Nasz Klub Filmowy nawiązał współpracę z lokalnym kinem - Kinie za Rogiem. Byliśmy tam na dwóch filmach - jeden był polskim dokumentem na temat powstania państwa polskiego (dokument wzorowany na filmach amerykańskich z kanału Discovery Historia - w sumie powstało ich 6 na zamówienie TVP Historia na 1050 -lecie Chrztu Polski) pt.: "Wyspa władców", a drugi....drugi był rarytasem. Udało nam się zobaczyć klasyka - "Światła wielkiego miasta" Charliego Chaplina z 1931r.
Okazało się, że Chaplin jest ciągle tak samo zabawny, że śmieszy kolejne pokolenia. To jeden z dowodów geniuszu najlepszego aktora kina niemego i jednego z najlepszych twórców kina w historii. Film opowiada historię biednego włóczęgi, który zakochuje się w równie ubogiej niewidomej kwiaciarce. Liczne sceny komediowe zamieniają rzewną opowieść w ciąg gagów, na których zaśmiewać się można do łez. Czysta rozrywka najwyższych lotów. Bardzo nam się Chaplin podobał.
Odbyliśmy także w Kinie za Rogiem lekcję na temat kina niemego, którą poprowadził dla nas pan Daniel Staniak z Teresińskiego Ośrodka Kultury, za co bardzo, bardzo dziękujemy.
Dawno nas nie było! Utknęliśmy na przygotowywaniu plakatów filmowych, które Wam niebawem pokażemy, obejrzeliśmy też w tak zwanym międzyczasie polski film z 1990r. pt.: "Mów mi Rockefeller".
Film opowiada historię rodziny Malinowskich. Rodzice wyjeżdżają do pracy do Arabii Saudyjskiej, niania, która w tym czasie ma się zająć trójką dzieci, okazuje się złodziejką. Okrada mieszkanie i znika. Cała trójka postanawia radzić sobie sama.
Film jest świetną komedią, pokazuje, jak wartościową cechą jest pomysłowość. Stąd też tytuł - Rockefeller to nazwisko znanego amerykańskiego miliardera, który dorobił się fortuny na ropie naftowej, choć zaczynał bardzo skromnie. Dzieci Malinowskich rozpoczynają i z sukcesem kończą kilka biznesów - od handlu śrubkami po fabrykę piłek pingpongowych.
Obraz wyreżyserował Waldemar Szarek, a w rolach głównych obsadzono m.in.: Artura Pontka i Kamila Gewartowskiego. Film łączy w sobie kilka gatunków - i kryminał, i komedię, i film przygodowy. Jest to też satyra na polską rzeczywistość. (Satyra to dzieło, które ośmiesza, piętnuje). W "Mów mi Rockeffler" ośmieszeni zostali dorośli (są gorsi niż dzieci, kompletnie niezaradni) , szkoła (instytucja, która nie uczy niczego ważnego) oraz niegospodarność (bo okazuje się, że zarobić fortunę jest bardzo łatwo, trzeba tylko chcieć).
Co najbardziej nam się podobało?
- wartka akcja
- komizm
- dobra gra aktorska (poza Małgorzatą Markiewicz, królową jednej miny)
- zdjęcia
- muzyka (Krzesimir Dębski)
A to prawdziwy John Rockefeller, symbol American Dream:
Ostatnimi czasy zatrzymaliśmy się na dłużej przy tzw. Kinie Nowej Przygody (określenie krytyka filmowego Jerzego Płażewskiego). Ten rodzaj kina narodził się pod koniec lat 70., a jego ojcami chrzestnymi zostali Steven Spielberg ( jego "Bliskie spotkania trzeciego stopnia", uznawane za jeden z pierwszych filmów gatunku zostały nakręcone w 1977r.) i George Lucas, autor, co oczywiste, "Gwiezdnych wojen".
Mianem Kina Nowej Przygody zaczęto nazywać filmy z gatunku science fiction, fantasy lub kino przygodowe, ale zupełnie inaczej przygotowane niż dotychczas. Po pierwsze akcja w tym filmach jest naprawdę wartka - przygoda goni przygodę, bohater nie ma chwili wytchnienia od napisów początkowych do końcowych (wystarczy wspomnieć "Indianę Jonesa" - zresztą fragment "Poszukiwaczy zaginionej arki" widzieliśmy na zajęciach). Po drugie po raz pierwszy w historii kina efekty specjalne wysunęły się na czoło peletonu, jeśli chodzi o język filmowy, i choć dziś filmy sprzed 30 lat nie powalają już na kolana jak te dzisiejsze obrabiane w setkach programów komputerowych, to i tak robią niezłe wrażenie. Po trzecie - z założenia było to kino czysto rozrywkowe, komercyjne, zatem miało szeroki krąg odbiorów. Pozbyto się scen przemocy i scen dla dorosłych, na Kino Nowej Przygody można było wybrać się całą rodziną.
Na zajęciach obejrzeliśmy jeden z najdoskonalszych filmów w obrębie gatunku, film będący ukłonem w stronę młodego widza, czyli "The Goonies". Opowiada on o grupce przyjaciół, którzy znajdują na strychu mapę prawdziwego pirata sprzed wieków, ruszają zatem według napisanych na niej wskazówek po skarb. W ślad za nimi udaje się pewna włoska rodzina bandytów, której przewodzi matka-mafioso.
Film jest bardzo zabawny, dzieciaki przeżywają niesamowite przygody, nie brakuje tu ani napięcia, ani humoru. Jest to spełnienie dziecięcego marzenia każdego widza o znalezieniu mapy prowadzącej do skrzyni pełnej złota (w tym wypadku to akurat piracki statek ukryty w podziemnej jaskini). No i paczka przyjaciół z połowy lat 80. (film jest dokładnie z roku 1985) nie ma do dyspozycji internetu, komputera itp. Ma siebie, czas spędzany razem, rozmowy w cztery oczy. I wyobraźnię.
W rolach głównych - ceniony dziś Josh Brolin, Sean Astin, Corey Feldman (jeden z najważniejszych aktorów dziecięcych lat 80.). Reżyserem filmu był Richard Donner, producentem Steven Spielberg, a autorem scenariusza Chris Columbus, znany później jako autor "Kevina samego w domu".
Pomału wprawiamy się w tworzeniu własnych recenzji filmowych. Jesteśmy coraz abrdzioej wybrednymi krytykami filmowymi w końcu. :-)
HARRYPOTTER
Bardzo lubię serię filmów o Harry Potterze,
które wyreżyserował, między innymi, Chris Columbus. Film „Harry Potter i kamień
filozoficzny” jest ciekawy, trzymający w napięciu i strachu.
Główny bohater Harry przeżywa różne
dramatyczne przygody. Jest bardzo odważny i samotny, ponieważ nie ma rodziców.
Zapisując się do szkoły magii zwanej „Hogwart”, zaczyna czuć się silny i waleczny. Przez magię
i bohaterskie czyny pokonuje wielu wrogów.
Wszystkie filmy z serii są bardzo ciekawe i
zachęcające do dalszego oglądania. Przez emocje, które są pokazywane w filmie,
młodzież uwielbia je oglądać. Bardzo lubią kibicować mu i trzymać kciuki w
każdej minucie.
Historia kina nie jest długa, ale niezwykle fascynująca. Bardzo ważny jest na przykład dla niej rok 1908 - już wtedy w Stanach istniało 8000 (tak, osiem tysięcy!!!!) kin sieci Nickelodeon (tak dzisiaj nazywa się studio filmowe, a także kanał telewizyjny z bajkami dla dzieci), pierwszej sieci kin na świecie. Wyglądały tak:
Zaledwie trzy lata później, w 1911r., powstał pierwszy magazyn filmowy "The New Movie", skierowany do fanów X Muzy.
W tym samym roku Carl Laemmle zakłada Universal Studios. Okazało się, że nie mam w naszym Klubie Filmowym osoby, która nie zna logo tej firmy! Zobaczcie, jak ono ewoluowało przez lata:
W 1915r. powstaje bardzo ważna dla kina inna firma - Technicolor, która od 1922r. wprowadza na rynek pierwsze kolorowe filmy. Technika kolorowania kliszy wymyślona przez Technicolor była używana w kinie aż przez 30 lat! Początkowo kolorowano animacje i musicale - później także inne rodzaje filmów.
Najbardziej zapamiętamy chyba jednak rok 1919. To wtedy jeszcze mało znany, zaledwie osiemnastoletni Walt Disney łączy swoje siły z firmą Ub Iwerk i zaczyna historię największego studia animacji na świecie. Do dziś Disney to wiodąca marka w produkcji filmów i programów dla dzieci. Samemu Disneyowi poświecimy osobny wpis. Jesteśmy po seansie jego pierwszego pełnometrażowego filmu rysunkowego z 1939r. (była to "Królewna Śnieżka") i jesteśmy pod wrażnieme artyzmu. Żadnych komputerów nie użyto do zrobienia tego obrazu! Wszystkie rysunki powstawały ręcznie! Dziś już nikt tak nie pracuje.
A oto Walt przy swoim biurku:
Horrory to inny biegun niż filmy animowane dla dzieci. My jeszcze nie możemy ich oglądać, a nasza pani mówiła nam, że niewiele jest tych naprawdę wartościowych. Wierzymy jej na słowo, póki co. ;-) Ale horror jako taki powstał bardzo wcześnie. Widzieliśmy trailer jednego z pierwszych. Był to niemiecki "Nosferatu" F.W. Murnaua. Ludzie w tamtych czasach byli tym filmem przerażeni. My trochę śmialiśmy się, dzisiaj wcale nie wydawał się straszny! UWAGA!!!
"Nosferatu" to rok 1922. Dwa lata później powstaje inne bardzo znane studio filmowe - Metro-Goldwyn-Mayer, którego symbolem jest ten oto lew:
Ciekawostką jest fakt, że Samuel Goldwyn, jeden z założycieli wytwórni, urodził się w Warszawie!
Następnym opowiemy Wam co nieco o kinie nowej przygody. Właśnie przed feriami obejrzeliśmy "Goonies".
Recenzja filmu WALL E autorstwa uczniów klasy IVc uczęszczających na Koło Filmowe.
Tydzień temu oglądaliśmy film animowany "WALL E". To film o robocie, który sprząta świat za nas.
Pewnego dnia na Ziemię została wysłana (na poszukiwanie oznak życia) sonda EVE. I tak zaczyna się niezwykła przygoda dwóch myślących i czujących maszyn, które rozpoczynają batalię o uratowanie życia na naszej planecie. Okazują się o wiele bardziej sympatyczne i pełne emocji niż ludzie.
Ten film powstał w 2008r. w studiu Walta Disneya we współpracy ze studiem PIXAR. Reżyserem i autorem scenariusza był Andrew Stanton.
"WALL E" jest filmem animowanym (animacja w technice 3D), familijnym i science fiction. Wyprodukowano go w Stanach Zjednoczonych.
Pomysł na film i sam film bardzo nam się podobał. Niektóre sceny np.: spotkanie z EVE, wystrzelenie głównego bohatera w kapsule ratunkowej i latanie z EVE w kosmosie były naprawdę fantastycznie
zrobione.
"WALL E" otrzymał Oscara w kategorii najlepszy film animowany w 2009r.
Bardzo nam się ten obraz podobał, chętnie obejrzymy go jeszcze raz i polecamy go innym.